Awansowałam ostatnio ;)
Nie jestem już "mama", "mamo". Od kilku dni mała woła mnie "mamuniu" ♥
W końcu nie muszę zazdrościć mężowi wołania "tatuś" ;)
Mooonik :)
"Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy." J.K.
niedziela, 16 czerwca 2013
wtorek, 11 czerwca 2013
Pyszna woda zdrowia doda?
W zlewie, w garnku stały sobie truskawki w wodzie. No musiałam je zamoczyć, bo miały tyle piachu na sobie, że płucząc je tylko pod wodą na pewno bym się tego piachu nie pozbyła. Mała przytargała sobie taboret, stanęła na nim, wzięła butelkę, w której zwykle bierzemy wodę na spacer, zanurzyła w tym garnku z truskawkami, poczekała aż się woda naleje, przechyliła butelkę i wypiła tę wodę. Tę z płukania truskawek, pełną piachu i nie wiem czego jeszcze.... Ja w tym czasie szykowałam kolację. Dzieliła nas odległość kuchenki...
Strach się bać co jeszcze wymyśli ;)
Mooonik :)
p.s. córeczko, to Twoje "aaaaaaaaaah" pokazujące jak pyszna była ta woda - bezcenne ;)
wtorek, 4 czerwca 2013
Odsmoczkowanie
Od jakiegoś czasu zamierzaliśmy oduczać małą ssania smoczka. Niby miała go tylko do zasypiania, ale czasami w nocy jak się przebudziła to zanim ona go znalazła, albo zanim ja czy mąż przekopaliśmy łóżeczko i całą rzeszę miśków to swoim płaczem dziewczyna nasza zdołała pewnie obudzić pół osiedla ;) Raz już podjęłam próbę odsmoczkowania i o ile na noc zasnęła bez problemu, tak przy drzemce dziennej wolę nie wspominać jak płakała za smokiem. Widać nie był to tamten czas, ponieważ tym razem w ciągu 3dni córa całkiem zapomniała o smoczku. Nie było przeczekiwania i słuchania jak płacze ( a o takich sposobach głównie czytałam, że trzeba przeczekać, że dziecko będzie płakać, że rodzic musi być wytrwały itp. itd... lepiej będzie jak nie napiszę co sądzę o takich metodach). To jak to się stało? Koleżanka opowiedziała mi co zadziałało u jej synka. Mianowicie dziura w smoku :D Tyle, że u niej młody sam postarał się o uszkodzenie smoka. U nas musieliśmy temu delikatnie pomóc. I tak mąż wziął smoczek, zrobił w nim dwie dziury i czekaliśmy na porę spania córki. Po kąpaniu, ubraniu i odłożeniu do łóżeczka mała dostała smoka. Od razu cypnęła go do buzi, pociumała, wyjęła, wsadziła z powrotem, znowu wyjęła, obejrzała smoczka z każdej strony po czym wyciągnęła rękę do nas pokazując, że coś jest nie tak. Ale my udaliśmy głupich, że nie wiemy o co chodzi i powiedzieliśmy dobranoc, położyliśmy małą, ja wyszłam, a mąż został. (nie chcieliśmy okłamywać jej, że nie wiemy co się stało/ że się zepsuł czy coś innego jeszcze, po prostu nie powiedzieliśmy nic) .Podobno powtórzyło się to samo, ale za chwilę mała się sama ułożyła, otoczyła miśkami i zasnęła. Z tym dziurawym smokiem. Następnego dnia na drzemkę w dzień spać nie poszła, na noc zasnęła trzymając plastik w buzi. A trzeciego wieczora kiedy chciałam jej podać smoczka, kategorycznie krzyknęła "NIE!" . No to odłożyłam go na półkę. Dziś schowałam do pudełka z pamiątkami ;) Tak oto zakończyła się jej przygoda ze smokiem. Cieszę się, że tak łatwo nam poszło i obyło się bez płaczów i żali. Chociaż pewnie jakby bardzo płakała to dałabym nieuszkodzonego smoka i poczekała na następny moment. Jestem jednak zwolenniczką tego, że dziecko samo dojrzewa do pewnych spraw, tylko trzeba umieć wsłuchać się w to czego ono chce :)
Mooonik :)
p.s. zastanawiam się jaki wpływ na brak drzemki w dzień miało to odsmoczkowanie. Odkąd nie ma smoka, nie ma spania w dzień. Dziś było, ale chyba przez tę okropną pogodę ;/ Zobaczymy jak będzie dalej.
Mooonik :)
p.s. zastanawiam się jaki wpływ na brak drzemki w dzień miało to odsmoczkowanie. Odkąd nie ma smoka, nie ma spania w dzień. Dziś było, ale chyba przez tę okropną pogodę ;/ Zobaczymy jak będzie dalej.
poniedziałek, 27 maja 2013
Dzień Mamy
Dostałam wczoraj pierwszą laurkę od córki. Podpisaną odbiciem jej rączki. Najpiękniejsza kartka jaką kiedykolwiek dostałam ♥
Łezka się zakręciła :)
p.s. podejrzewam mały udział taty w tej sprawie. Dziękuję Kochanie :*
Mooonik :)
p.s. córeczko na następny rok czekam na wierszyk :)))))
Łezka się zakręciła :)
p.s. podejrzewam mały udział taty w tej sprawie. Dziękuję Kochanie :*
Mooonik :)
p.s. córeczko na następny rok czekam na wierszyk :)))))
czwartek, 23 maja 2013
Kto ty jesteś ?
ja - kto ty jesteś?
mała - bejbi
ja - a czym się lubisz bawić?
m - kopaaka
:D
tak ostatnio wyglądają rozmowy moje i córki ;)
Małej doszły do słownika właśnie nowe słówka -
bejbi od ang. baby - dziecko
kopaaka - koparka
dać - przy czym używa tego podając nam do rąk rożne rzeczy
mam - jak ma coś w łapce
cici - kici na kotka
apa - papa
robi sie coraz ciekawiej ;)
A co do koparki. To nie tylko koparka jest jej ulubiona. Ulubione są wszystkie autka. Mało tego na ulicy przy każdym aucie musimy się zatrzymać, mała powie ze to "buum bum" i policzy wszystkie "kółko". Po czym dochodzimy na plac zabaw i zabieramy wszystkie autka jakie nam się napatoczą pod nogi. Nie no, żartuję ;) Ale na spacer zamiast zabawek do piachu zabieramy autka. Jeśli jakieś dziecko ma swoje autka jest wielce prawdopodobne, ze nasza córka do niego podejdzie i bez pytania się czy może, sprawdzi czy aby autko ma wszystkie "kółko" i czy dobrze jeździ. Serio. Nasze dziecko opanowała jakaś automania :D Nie wspomnę o tym, ze na hasło "idziemy na dwór" młoda biegiem leci po buciki i krzyczy "buum buum " ;)
Kierowca rajdowy czy taksówkarz (tudzież taksówkarka ;) ) nam rośnie czy jak? ;)
Mooonik :)
mała - bejbi
ja - a czym się lubisz bawić?
m - kopaaka
:D
tak ostatnio wyglądają rozmowy moje i córki ;)
Małej doszły do słownika właśnie nowe słówka -
bejbi od ang. baby - dziecko
kopaaka - koparka
dać - przy czym używa tego podając nam do rąk rożne rzeczy
mam - jak ma coś w łapce
cici - kici na kotka
apa - papa
robi sie coraz ciekawiej ;)
A co do koparki. To nie tylko koparka jest jej ulubiona. Ulubione są wszystkie autka. Mało tego na ulicy przy każdym aucie musimy się zatrzymać, mała powie ze to "buum bum" i policzy wszystkie "kółko". Po czym dochodzimy na plac zabaw i zabieramy wszystkie autka jakie nam się napatoczą pod nogi. Nie no, żartuję ;) Ale na spacer zamiast zabawek do piachu zabieramy autka. Jeśli jakieś dziecko ma swoje autka jest wielce prawdopodobne, ze nasza córka do niego podejdzie i bez pytania się czy może, sprawdzi czy aby autko ma wszystkie "kółko" i czy dobrze jeździ. Serio. Nasze dziecko opanowała jakaś automania :D Nie wspomnę o tym, ze na hasło "idziemy na dwór" młoda biegiem leci po buciki i krzyczy "buum buum " ;)
Kierowca rajdowy czy taksówkarz (tudzież taksówkarka ;) ) nam rośnie czy jak? ;)
Mooonik :)
poniedziałek, 13 maja 2013
Kuchenna rewolucja ;)
Dawno temu, jeszcze w ciąży jak byłam, koleżanka powiedziała mi, że
czasami ma wrażenie, że jak urodziła swoją córeczkę to również urodziła
połowę swojego mózgu. Coś w tym chyba jest, bo to co dziś zrobiłam nie
znajduje żadnego logicznego wyjaśnienia. Zachciało mi się drożdżówek.
Takich domowych, pachnących owocami, świeżych i w ogóle pysznych :D Po
przejrzeniu po raz enty przepisu wysłałam mężowego na zakupy, przyniósł
co potrzeba, więc pracę czas zacząć. Zrobiłam zaczyn drożdżowy,
wysypałam mąkę, dodałam resztę składników, ciasto się super zagniotło i
odstawiłam do wyrośnięcia. I coś mi za szybko zaczęło rosnąć, ale
stwierdziłam, że pewnie dlatego, że stoi przy kuchence gdzie pyrkał
barszczyk, gotowała się woda na kawę, miało ciacho ciepło po prostu. Po
jakiejś godzinie jak zaczęło mi to wypływać z miski, wyrzuciłam na
stolnicę, rozwałkowałam z ledwością mieszcząc je na niej, posmarowałam
masą truskawkową, zawinęłam i ułożyłam na blaszce, po czym powędrowały do
piekarnika. Wyszły pyszne, mięciutkie, nie za słodkie, meeega pachnące,
takie jakie chciałam. Zdążyłam już sprzedać przepis siostrze, kiedy
zapytała mnie ile dodałam drożdży? Zdziwiona odpowiadam, że tyle co w
przepisie 2,5paczki. A ona mi na to, że trochę przedobrzyłam. Ale jak
to? Eee, przecież tak jest w przepisie... Zaglądam od nowa, a tam jak
byk stoi 25GRAM drożdży. A ja dałam ich 25 DKG(!) oooooOOOOOO!
No, to wyjaśniło się czemu ciacho tak ekpsresowo wyrosło :D
Całe szczęście nie czuć tych drożdży aż tak mocno, da się zjeść ;) zresztą zobaczcie, że wyglądają smakowicie :D
No, to wyjaśniło się czemu ciacho tak ekpsresowo wyrosło :D
Całe szczęście nie czuć tych drożdży aż tak mocno, da się zjeść ;) zresztą zobaczcie, że wyglądają smakowicie :D
Mooonik :)
p.s post z pozdrowieniami dla J :)
p.s post z pozdrowieniami dla J :)
sobota, 11 maja 2013
ale obiecałaś...
Trzeba pamiętać o złożonej obietnicy, prawda? Zwłaszcza jeśli składa się ją dziecku. Córa od babci dostała maskotkę - owieczkę, która bardzo szybko stała się nieodłączną jej towarzyszką. Owieczka ma taki sznureczek co to większość maskotek posiada. I ten sznureczek wziął się i urwał. Pech no. A stało się to jak mała kładła się na drzemkę. I była bardzo niepocieszona ponieważ nie mogła sobie tej owieczki zawiesić na rączce jak to zawsze robi. Obiecałam więc, ze jak wstanie przyszyję sznureczek na swoje miejsce. Jednak jako, że pamięć już nie ta ;) kiedy mała wstała zjadłyśmy obiad, poszłyśmy na spacer i wróciłyśmy na kolację. Szykujemy się do kąpania, a tu bach - mała leci z owieczką i prawie z wyrzutem w wydawanych z siebie dźwiękach pokazuje mi maskotkę i sznurek. Że nie zrobione! Ale obiecałaś! I ta jej minka takiej troszkę złości przeplecionej smutkiem. Achh mój słodziak. Nie było wyjścia - igła, nitka w ruch i szyjemy. Oczywiście przy asyście głównej zainteresowanej. Raz, dwa i sznureczek wrócił na swoje miejsce. Żebyście ja zobaczyli wtedy! To szczęście w oczach i radość całą sobą. Nie do opisania :) Cudowne jest to jak dzieci potrafią się cieszyć z tak prostych rzeczy. Powinniśmy uczyć się od nich tego.
A na weekendzie majowym nowość - byliśmy u moich rodziców i mała opanowała słówka "baba" i "dziadzia" * czym przyprawiała dziadków prawie, że o łzy. Szczęścia oczywiście ;) A ze spaceru przyniosła nowe słowo - "tuta" czyli "tutaj" po prostu ;) Idziemy ścieżką, nagle mała się obraca i mówi "tuta" i dawaj naprzód. Zaczęło się chodzenie własnymi ścieżkami :D
*dziadzia brzmi bardziej jako "ciacia", ale bez wątpienia chodzi o dziadka
Mooonik :)
p.s. O kotku cały czas pamiętamy i co rano go szukamy ;)
A na weekendzie majowym nowość - byliśmy u moich rodziców i mała opanowała słówka "baba" i "dziadzia" * czym przyprawiała dziadków prawie, że o łzy. Szczęścia oczywiście ;) A ze spaceru przyniosła nowe słowo - "tuta" czyli "tutaj" po prostu ;) Idziemy ścieżką, nagle mała się obraca i mówi "tuta" i dawaj naprzód. Zaczęło się chodzenie własnymi ścieżkami :D
*dziadzia brzmi bardziej jako "ciacia", ale bez wątpienia chodzi o dziadka
Mooonik :)
p.s. O kotku cały czas pamiętamy i co rano go szukamy ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)