Przyjechała babcia z ciocią i zabrały mi dziecko. Podobno na cały dzień. Naszykowałam im tylko potrzebne rzeczy typu pielucha, woda, jakieś jedzonko i ruszyły w drogę. A my mamy wolne*. Szczerze to chyba tak jeszcze nie było, a mała ma 21m. Z jednej strony super, a z drugiej hmm trochę dziwnie jednak. Muszę przyznać, że jakoś tak pusto w domu bez niej. Ot i cały dylemat matki. Z jednej strony chętnie by się pozbyła dzieciaka na cały dzień, a z drugiej zaczyna tęsknić chwilę po wyjściu dziecka z domu ;) Czy tylko ja tak mam czy to wszystkie mamy tak mają?
* wolne znaczy można uprać spokojnie firanki, pomyć okna, nadgonić porządki, które przy dziecku są dość utrudnione ;) Ale aż tak nie szalejemy, teraz odpoczywamy przy kawie i muzyce. Chwilo trwaj!
p.s. po cichu muszę się pochwalić czymś. Mała zaczęła wołać, że chce kupkę :O Jestem tym bardziej zaskoczona, że stało się to "samo" . Kto mnie zna wie, że nocnik i ja to dwie różne sprawy :D Nie sadzałam małej od kiedy tylko sama zaczęła siedzieć jak część moich znajomych, nie wysadzam, nie ganiam, nie naciskam, pozwalam żeby rzeczy toczyły się swoim torem. I jak widać moje olewnicze stanowisko się sprawdza(przynajmniej u nas oczywiście, bo każde dziecko jest inne, pamiętajmy ). No to oby tak dalej :)
Mooonik :)
"Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy." J.K.
sobota, 20 lipca 2013
wtorek, 16 lipca 2013
Liebster Blog Award
Dostałam prawie jednocześnie dwa wyróżnienia w Liebster Blog Award od AniaW z http://mamania1.blogspot.com/ oraz Kingi Mak z http://gabi-mum.blogspot.com/ . Dzięki dziewczyny!
zasady wyróżnienia :
zasady wyróżnienia :
Wyróżnienie
Liebster Blog Award jest przekazywane przez nominowanego kolejnym 11
blogerkom lub blogerom jako uznanie za” dobrze wykonaną robotę”. Celowo przyznawane jest
“mniejszym” blogom o mniejszej liczbie zaglądających i obserwujących lub
takich, które działają od niedawna – tak, by też miały szansę na
zaistnienie w blogowej społeczności. Osoba wyróżniona odpowiada na 11
pytań zadanych przez osobę , która blog nominowała do wyróżnienia, a
następnie również wyróżnia 11
blogów informując o tym w podziękowaniu za wyróżnienie i jednocześnie
zadając swoje 11 pytań do nominowanych. Nie można nominować bloga, z
którego otrzymało się wyróżnienie.
Oto moje odpowiedzi na pytania od Kingi :
1. Ulubiony owoc.
1. Ulubiony owoc.
truskawki
2. Kawa czy herbata?
herbata, ale owocowa, liściasta
3. Ile masz wzrostu?
2. Kawa czy herbata?
herbata, ale owocowa, liściasta
3. Ile masz wzrostu?
170cm
4. Ranny ptaszek czy nocny marek?
4. Ranny ptaszek czy nocny marek?
nocny marek zdecydowanie
5. Ulubiona postać z bajki.
5. Ulubiona postać z bajki.
Miś o bardzo małym rozumku :)
6. Moim zdaniem marzenia...
6. Moim zdaniem marzenia...
...warto dążyć do ich spełnienia
7. Kobieta to..
7. Kobieta to..
ktoś, kto zawsze zrobi coś z niczego ;)
8. Auto czy rower?
8. Auto czy rower?
obecnie pieszo ;)
9. Rano budzi mnie...
9. Rano budzi mnie...
...mąż buziakiem wychodząc do pracy
10. Kobieta, którą podziwiam, to...
10. Kobieta, którą podziwiam, to...
bliska znajoma, której historia mogłaby być dobrym materiałem na scenariusz filmowy
11. Co irytuje Cię w mężczyznach?
nieumiejętność odkładania rzeczy na swoje miejsce ;)
I odpowiedzi na pytania od Ani :
1. Twój znak zodiaku
11. Co irytuje Cię w mężczyznach?
nieumiejętność odkładania rzeczy na swoje miejsce ;)
I odpowiedzi na pytania od Ani :
1. Twój znak zodiaku
Ryby
2. Ulubiony kolor?
2. Ulubiony kolor?
czerwony
3. Chciałabym zwiedzić ...
3. Chciałabym zwiedzić ...
jeśli miałabym wybrać jedno miejsce to byłoby to Machu Picchu, a najchętniej wybrałabym się w podróż dookoła świata
4. Jakiej muzyki lubisz słuchać?
głównie metal, gothic rock, rock
5. Ulubiony sklep odzieżowy?
4. Jakiej muzyki lubisz słuchać?
głównie metal, gothic rock, rock
5. Ulubiony sklep odzieżowy?
SH :D
6. Jakie pasje chciałabyś rozwijać u swojego dziecka?
takie, które sama będzie chciała
7. Jakie Ty masz pasje?
fotografia
8. Morze, jeziora czy góry?
6. Jakie pasje chciałabyś rozwijać u swojego dziecka?
takie, które sama będzie chciała
7. Jakie Ty masz pasje?
fotografia
8. Morze, jeziora czy góry?
tylko góry
9. Jak dużą rodzinę chciałabyś mieć?
9. Jak dużą rodzinę chciałabyś mieć?
najchętniej 2+3 wliczając psa ;)
10. Piosenka, która kojarzy Ci się z romantycznymi chwilami w Twoim życiu?
10. Piosenka, która kojarzy Ci się z romantycznymi chwilami w Twoim życiu?
"Zabiorę cię.." Kancelaria oraz "Nothing else matters" Metallica
11. Tusz do rzęs czy szminka?
11. Tusz do rzęs czy szminka?
tusz do rzęs
Moje pytania :
Moje pytania :
1. kino czy teatr?
2. dom na wsi, czy mieszkanie w mieście?
3. impreza w domu czy na mieście?
4. ulubione danie?
5. wymarzona praca?
6. coś co zrobiłaś z myślą tylko i wyłącznie o sobie ostatnio to...?
7. ulubiony serial?
8. bez jakiej rzeczy nie ruszasz się z domu?
9. gotówka czy karta?
10. codzienny rytuał, coś co być musi ( np poranna kawa;) )
11. smsy czy telefon?
2. dom na wsi, czy mieszkanie w mieście?
3. impreza w domu czy na mieście?
4. ulubione danie?
5. wymarzona praca?
6. coś co zrobiłaś z myślą tylko i wyłącznie o sobie ostatnio to...?
7. ulubiony serial?
8. bez jakiej rzeczy nie ruszasz się z domu?
9. gotówka czy karta?
10. codzienny rytuał, coś co być musi ( np poranna kawa;) )
11. smsy czy telefon?
i zapraszam do zabawy :
http://konikulki.blogspot.com/
http://madzikwciazy.blogspot.com/
http://w-naszym-polswiatku.blogspot.com/
http://tupot-malych-stopek.blogspot.com/
http://madzikwciazy.blogspot.com/
http://w-naszym-polswiatku.blogspot.com/
http://tupot-malych-stopek.blogspot.com/
Mooonik :)
poniedziałek, 15 lipca 2013
to był udany dzień :)
Wczoraj był naprawdę fajny dzień. Nie dość, że pogoda w końcu się
zrobiła przyzwoita to po półtorej tygodnia siedzenia w domu przez
choroby mogliśmy w końcu wyjść na spacer. Ahh jak było przyjemnie wyrwać
się z czterech ścian i w końcu pooddychać świeżym krakowskim powietrzem
;)
Ale najpierw z rana upiekłyśmy z małą muffiny czekoladowe z malinami. Mmmm pycha!
Ale najpierw z rana upiekłyśmy z małą muffiny czekoladowe z malinami. Mmmm pycha!
A po południu wybraliśmy się na spacer całą czwórką.
było zbieranie kamyczków
nasz pies nauczył się latać :D
samolot, leci! tam!
było prowadzanie psa na smyczy, jak widać każde w swoją stronę ;)
a na koniec wygłupy z mamuśką
To był bardzo fajny dzień. A na koniec jego dziewczę poszło spać już po 20, dając rodzicom dłuugi wolny wieczór ;)
Mooonik :)
wtorek, 9 lipca 2013
mamusia ci kupi...
Znacie to? A może pamiętacie ze swojego dzieciństwa?
Ostatnio na placu zabaw, pewna pani wręcz obruszyła się na mnie i stwierdziła, że przesadzam. Mała bawiła się samolocikiem jakiegoś chłopczyka. Kiedy okazało się, że chłopiec chce swoją zabawkę z powrotem, wzięłam Isię i poszłyśmy oddać. Jak się można domyśleć nie zrobiła tego z radością, a wręcz przeciwnie. I kiedy zaczęła płakać, a ja kucając obok niej tłumaczyłam, że to chłopczyka zabawka, że jemu jest smutno bo by się chciał nią pobawić, że rozumiem, że jest teraz zła, że musi oddać samolot itp. babcia tego chłopca podeszła do nas i mówi -"a czemu płaczesz, a nie płacz, a mamusia ci taki kupi" (!!!!!) Ohhh jak mnie to wkurzyło. Ale spokojnie mówię do pani, że nie życzę sobie, żeby obiecywała mojej córce coś w moim imieniu, chyba, że sama ma ochotę pójść do sklepu i kupić jej taki samolot. Pani popatrzyła na mnie i jak to bywa w 99% podobnych przypadków dotyczących dzieci odpowiedziała do mnie - "ale ona jeszcze nie rozumie, nie będzie pamiętać" (!!!) Szybko zabrałam małą i odeszłam daleko, bo inaczej pani nie usłyszałaby z moich ust niczego miłego.
Strasznie, ale to strasznie nie znoszę traktowania dzieci jako nic nie rozumiejących, nie mających prawa głosu, bez szacunku itp. Jeśli obiecuję coś małej to staram się, żeby to była taka obietnica, którą jestem w stanie spełnić. Nie przekupuję jej lodem/ciastkiem/zabawką, kiedy pora wracać do domu, a ona oczywiście chętnie by jeszcze została na dworze, nie obiecuję gruszek na wierzbie, żeby coś zrobiła. Dopuszczam, że może mieć zły humor, że może czegoś nie chcieć, nie mieć ochoty. Moja córka jest dzieckiem, ale przede wszystkim człowiekiem. I tak staram się ją traktować, z szacunkiem. Tak jak dorosłego, pamiętając jednak, że ma od niego trochę inne priorytety i moje - idziemy do domu, może dla niej znaczyć prawie że koniec świata ;)
Mooonik :)
Ostatnio na placu zabaw, pewna pani wręcz obruszyła się na mnie i stwierdziła, że przesadzam. Mała bawiła się samolocikiem jakiegoś chłopczyka. Kiedy okazało się, że chłopiec chce swoją zabawkę z powrotem, wzięłam Isię i poszłyśmy oddać. Jak się można domyśleć nie zrobiła tego z radością, a wręcz przeciwnie. I kiedy zaczęła płakać, a ja kucając obok niej tłumaczyłam, że to chłopczyka zabawka, że jemu jest smutno bo by się chciał nią pobawić, że rozumiem, że jest teraz zła, że musi oddać samolot itp. babcia tego chłopca podeszła do nas i mówi -"a czemu płaczesz, a nie płacz, a mamusia ci taki kupi" (!!!!!) Ohhh jak mnie to wkurzyło. Ale spokojnie mówię do pani, że nie życzę sobie, żeby obiecywała mojej córce coś w moim imieniu, chyba, że sama ma ochotę pójść do sklepu i kupić jej taki samolot. Pani popatrzyła na mnie i jak to bywa w 99% podobnych przypadków dotyczących dzieci odpowiedziała do mnie - "ale ona jeszcze nie rozumie, nie będzie pamiętać" (!!!) Szybko zabrałam małą i odeszłam daleko, bo inaczej pani nie usłyszałaby z moich ust niczego miłego.
Strasznie, ale to strasznie nie znoszę traktowania dzieci jako nic nie rozumiejących, nie mających prawa głosu, bez szacunku itp. Jeśli obiecuję coś małej to staram się, żeby to była taka obietnica, którą jestem w stanie spełnić. Nie przekupuję jej lodem/ciastkiem/zabawką, kiedy pora wracać do domu, a ona oczywiście chętnie by jeszcze została na dworze, nie obiecuję gruszek na wierzbie, żeby coś zrobiła. Dopuszczam, że może mieć zły humor, że może czegoś nie chcieć, nie mieć ochoty. Moja córka jest dzieckiem, ale przede wszystkim człowiekiem. I tak staram się ją traktować, z szacunkiem. Tak jak dorosłego, pamiętając jednak, że ma od niego trochę inne priorytety i moje - idziemy do domu, może dla niej znaczyć prawie że koniec świata ;)
Mooonik :)
wtorek, 2 lipca 2013
Niezłe śjółko ;)
Robimy obiad. Znaczy ja robię, a mała się przygląda siedząc na blacie. Wyjmuję z szafki oregano.
mała - cio to?
ja - zioła do spagetii
mała - śjoła
ja- opad szczeny :D
Jestem pod wrażeniem tego jak w ostatnich kilku dniach rozwinęła się jej mowa. Przez sam tylko weekend nauczyła się mówić : jedzie, idzie, poka(ż), daj, mam, pić, leci, chodź (oć), helikopter(kopeet) :D, jeszcze, już, wujek, woda, babcia (już nie baba a bacia), ciocia, oko, okno, buzia, buty, burza, kuku(w zabawie) i Uuuniek czyli nasz pies Muniek. Zaczyna też powtarzać jedno zdrobnienie swego imienia ;) I tworzy pomału dwuwyrazowe zdania ;) Np. mama/tata/Uniek si ;) Oko ała(przy myciu jak jej coś wody kapnie, czy piasek na placu zabaw zaleci). Nie ma kopaka(koparki). Nie ma jał(kotka). Bum bum jecie (auto jedzie) itp.
Jest fajnie :)
Mooonik :)
mała - cio to?
ja - zioła do spagetii
mała - śjoła
ja- opad szczeny :D
Jestem pod wrażeniem tego jak w ostatnich kilku dniach rozwinęła się jej mowa. Przez sam tylko weekend nauczyła się mówić : jedzie, idzie, poka(ż), daj, mam, pić, leci, chodź (oć), helikopter(kopeet) :D, jeszcze, już, wujek, woda, babcia (już nie baba a bacia), ciocia, oko, okno, buzia, buty, burza, kuku(w zabawie) i Uuuniek czyli nasz pies Muniek. Zaczyna też powtarzać jedno zdrobnienie swego imienia ;) I tworzy pomału dwuwyrazowe zdania ;) Np. mama/tata/Uniek si ;) Oko ała(przy myciu jak jej coś wody kapnie, czy piasek na placu zabaw zaleci). Nie ma kopaka(koparki). Nie ma jał(kotka). Bum bum jecie (auto jedzie) itp.
Jest fajnie :)
Mooonik :)
niedziela, 30 czerwca 2013
Tonę cierpliwości kupię pilnie!
Bunt dwulatka. EE tam, u nas do tego daleko, nas to nie dotyczy, ba nawet się łudziłam, że może dane nam będzie wcale go nie uświadczyć. Ohh jak ja się myliłam.... Od kilku dni naprawdę nie ogarniam. Rzucanie się na ziemię i machanie nogami i rękami to pikuś. I to Pan Pikuś nawet. Takich atrakcji to ja się nie spodziewałam.
Opowiem Wam coś tylko z dzisiejszego dnia. Poszliśmy rano do kościoła. Ledwo przekroczyliśmy próg mała woła, że chce wyjść z wózka. Mówię chwilka, staniemy tylko i cię wyciagam. No i się zaczęło- bo ona chce już i natychmiast! A potem już z górki. Chciałam rozpiąć sweterek- NIE! I rzut na ziemię. Wzięłam na ręce- Ryk! Rozpiełam sweterek - Ryk !Postawiłam na podłodze - Ryk! No to biorę na ręce bo wyciąga, że chce do góry i co? Ano - Ryk! bo jednak chce stać na ziemi. No to odstawiam, wyciąga ręce po parasol. Mówię, ze nie może- Ryk! Stanęła obok dziewczynka i zaczęła się naszej przyglądać z zainteresowaniem. Jak się okazało sprawiło to, że Isiek przestała ryczeć. Uffff sytuacja opanowana. Nastała cisza i do końca mszy był już spokój. Ale, ale, spokojnie, spokojnie to jeszcze nie koniec ;) Wracamy do domu. Jak to po wyjściu z kościoła, ludzi pełno, a to wózek, a to dziecko. No ciasnawo na chodniku po prostu. Nasza zażyczyła sobie, że będzie pchać wózek. No to tłumaczę, że nie może, bo w kogoś wjedzie, zrobi mu ała itp... No i zgadnijcie jakaż była jej reakcja? Zgadza się - Ryk! I tak pół drogi do domu ryczy. Drugie pół mąż wziął na barana więc było spokojnie. Do czasu dojścia pod klatkę i otworzenia bramy. Ryk! NIE! NIE! Ona nie idzie do domu. Próbuję przekonywać, że idziemy do pieska, przebierzemy się, zjemy obiad i wyjdziemy od nowa. Nawet nie chciała słyszeć o tym. Mąż wziął pod pachy i wniósł do góry. W domu radość na widok psa. Jednak nie trwała za długo, no bo chciałam ją rozebrać z kościołowych ciuszków. Ha! Zgadnijcie co się stało? Ryk! I tłumaczę, że przebieramy się do obiadu, żeby nie pobrudzić sukienki, że założymy spodnie, żeby do piachu były itp, itd....A gdzie tam, nic nie dało rady jej przekonać. Myśleliśmy, że pójdzie spać bo pobudka była o 6, ale gdzie tam, na samo pytanie 'idziesz spać' zaczęła krzyczeć "NIE, NIE!", no to okej nie to nie;) Popołudniem wybraliśmy się pooglądać samoloty na pikniku lotniczym to zafascynowana oglądała akrobacje krzycząc co chwilę "kółko" albo "łaaaaał" :D. Przyznam, że tego było nam trzeba - chociaż chwilki oddechu od tego jej ryczenia ;) No, ale cobyśmy za bardzo się nie przyzwyczaili po wyjściu z auta jak chcieliśmy wejść do domu, to co się stało? Ano zgadza się! Młoda znowu się zbuntowała, bo ona chce jeszcze iść "baba" czyli na plac robić babki. A była już prawie 20. Nie wiem skąd ona czerpie energię? Musi posiadać jakieś bateryjki, które tylko doładowuje cichaczem, bo to niemożliwe przecież ;)
I tak po wielkich krzykach i awanturze weszliśmy do domu, wypiła mleko, wykąplismy ją i tatuś młodą uśpił, i nareszcie zapadła tak wyczekiwana CISZA.
Ćććśśśśśśśśś......
A - tak dla kontrastu dodam, że w chwilach kiedy mała nie ryczy to całuje wszystkich i wszystko. Nieważne czy jest to inne dziecko, nasz pies czy naklejka na witrynie sklepu. W myśl zasady - wszystkim po równo, rozdaje mokre całusy :D
ps. celowo piszę "ryk i ryczenie" bo to nie jest płacz, nie ma przy tym łez, to jest taki dziki krzyk, sprzeciw i po prostu bunt na wszystko i przeciwko wszystkiemu.
ps2. staram się małej wszystko tłumaczyć, staram się ją zrozumieć, zawsze jestem przy niej kiedy się tak buntuje, kiedy nie wie co się z nią dzieje, nie radzi sobie sama ze sobą i swoimi emocjami, zawsze ją przytulam i głaszczę po plecach(oczywiście nie na siłę, po prostu jestem blisko, jak podejdzie i chce to się tulimy). Ale czasem tak po prostu, po ludzku opadam z sił i mam wszystkiego dość. I też bym sobie poryczała ;)
Mooonik :)
Opowiem Wam coś tylko z dzisiejszego dnia. Poszliśmy rano do kościoła. Ledwo przekroczyliśmy próg mała woła, że chce wyjść z wózka. Mówię chwilka, staniemy tylko i cię wyciagam. No i się zaczęło- bo ona chce już i natychmiast! A potem już z górki. Chciałam rozpiąć sweterek- NIE! I rzut na ziemię. Wzięłam na ręce- Ryk! Rozpiełam sweterek - Ryk !Postawiłam na podłodze - Ryk! No to biorę na ręce bo wyciąga, że chce do góry i co? Ano - Ryk! bo jednak chce stać na ziemi. No to odstawiam, wyciąga ręce po parasol. Mówię, ze nie może- Ryk! Stanęła obok dziewczynka i zaczęła się naszej przyglądać z zainteresowaniem. Jak się okazało sprawiło to, że Isiek przestała ryczeć. Uffff sytuacja opanowana. Nastała cisza i do końca mszy był już spokój. Ale, ale, spokojnie, spokojnie to jeszcze nie koniec ;) Wracamy do domu. Jak to po wyjściu z kościoła, ludzi pełno, a to wózek, a to dziecko. No ciasnawo na chodniku po prostu. Nasza zażyczyła sobie, że będzie pchać wózek. No to tłumaczę, że nie może, bo w kogoś wjedzie, zrobi mu ała itp... No i zgadnijcie jakaż była jej reakcja? Zgadza się - Ryk! I tak pół drogi do domu ryczy. Drugie pół mąż wziął na barana więc było spokojnie. Do czasu dojścia pod klatkę i otworzenia bramy. Ryk! NIE! NIE! Ona nie idzie do domu. Próbuję przekonywać, że idziemy do pieska, przebierzemy się, zjemy obiad i wyjdziemy od nowa. Nawet nie chciała słyszeć o tym. Mąż wziął pod pachy i wniósł do góry. W domu radość na widok psa. Jednak nie trwała za długo, no bo chciałam ją rozebrać z kościołowych ciuszków. Ha! Zgadnijcie co się stało? Ryk! I tłumaczę, że przebieramy się do obiadu, żeby nie pobrudzić sukienki, że założymy spodnie, żeby do piachu były itp, itd....A gdzie tam, nic nie dało rady jej przekonać. Myśleliśmy, że pójdzie spać bo pobudka była o 6, ale gdzie tam, na samo pytanie 'idziesz spać' zaczęła krzyczeć "NIE, NIE!", no to okej nie to nie;) Popołudniem wybraliśmy się pooglądać samoloty na pikniku lotniczym to zafascynowana oglądała akrobacje krzycząc co chwilę "kółko" albo "łaaaaał" :D. Przyznam, że tego było nam trzeba - chociaż chwilki oddechu od tego jej ryczenia ;) No, ale cobyśmy za bardzo się nie przyzwyczaili po wyjściu z auta jak chcieliśmy wejść do domu, to co się stało? Ano zgadza się! Młoda znowu się zbuntowała, bo ona chce jeszcze iść "baba" czyli na plac robić babki. A była już prawie 20. Nie wiem skąd ona czerpie energię? Musi posiadać jakieś bateryjki, które tylko doładowuje cichaczem, bo to niemożliwe przecież ;)
I tak po wielkich krzykach i awanturze weszliśmy do domu, wypiła mleko, wykąplismy ją i tatuś młodą uśpił, i nareszcie zapadła tak wyczekiwana CISZA.
Ćććśśśśśśśśś......
A - tak dla kontrastu dodam, że w chwilach kiedy mała nie ryczy to całuje wszystkich i wszystko. Nieważne czy jest to inne dziecko, nasz pies czy naklejka na witrynie sklepu. W myśl zasady - wszystkim po równo, rozdaje mokre całusy :D
ps. celowo piszę "ryk i ryczenie" bo to nie jest płacz, nie ma przy tym łez, to jest taki dziki krzyk, sprzeciw i po prostu bunt na wszystko i przeciwko wszystkiemu.
ps2. staram się małej wszystko tłumaczyć, staram się ją zrozumieć, zawsze jestem przy niej kiedy się tak buntuje, kiedy nie wie co się z nią dzieje, nie radzi sobie sama ze sobą i swoimi emocjami, zawsze ją przytulam i głaszczę po plecach(oczywiście nie na siłę, po prostu jestem blisko, jak podejdzie i chce to się tulimy). Ale czasem tak po prostu, po ludzku opadam z sił i mam wszystkiego dość. I też bym sobie poryczała ;)
Mooonik :)
poniedziałek, 24 czerwca 2013
to się doczekałam ;)
Mała pomału rozwija swoje słownictwo. Ostatnio doszło słowo "odej" czyli "odejdź". Myślę, że opanowała je po tym jak na placu zabaw często prosiłam ją, żeby odeszła sprzed zjeżdżalni kiedy inne dzieci zjeżdżały na niej. I tak po kilku(-nastu bądź -dziesięciu razach nawet) utrwaliło się w jej główce i teraz sama jak widzi, że ktoś zjeżdża powtarza "odej, odej" ;) Żeby nie było - rozumie co słowo znaczy, używa go w innych właściwych sytuacjach też i tu dochodzimy do sedna sprawy. Wieczorem usypia małą zawsze tata. Od samego początku to taki nasz czy też właściwie ich rytuał. I w ostatnią sobotę po kąpaniu i ubraniu, jak zwykle poszłam dać buziaka, powiedzieć dobranoc córce, a ona mi na to "papa, mamusiu odej", "tatuś" i pomachała mi rączką jak zawsze gdy wychodzę z pokoju.
A tak się nie mogłam doczekać aż zacznie mówić hehehe.
Mooonik :)
p.s. córeczko muszę Cię zmartwić, nie dam się tak łatwo przegonić ;)
A tak się nie mogłam doczekać aż zacznie mówić hehehe.
Mooonik :)
p.s. córeczko muszę Cię zmartwić, nie dam się tak łatwo przegonić ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


