"Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy." J.K.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2014

Dinozatorland

Dla naszej  największej fanki dinozaurów nie mogło być innego miejsca do zobaczenia jak właśnie Park Ruchomych Dinozaurów w Zatorze. Od nas to jakieś pól godziny drogi więc całkiem znośnie, chociaż my wybierając na zwiedzanie dzień świąteczny wpakowaliśmy się w niewielki korek tuż przed samym Zatorem. Jednakże dobrze mieć męża PH, który zrobił tu myk, tam myk i pokonaliśmy korek w minutę :P

Co Park ma do zaoferowania możemy przeczytać na jego stronie WWW .
Od siebie tylko dodam, że aby skorzystać ze wszystkich atrakcji, zwiedzić wszystkie dostępne parki należałoby wybrać się tam równo z godzinami otwarcia i zostać do zamknięcia.
My byliśmy już po południu więc zdecydowaliśmy się tylko na sam Park Dinozaurów i to był dobry wybór, bo sam spacer po nim zajął nam prawie 3h.
Isia zachwycona!
Początkowo była trochę wystraszona ruchami, a przede wszystkim dźwiękami jakie wydawały dinozaury. Później oswojona chciała nawet 'biedne, głodne dinozałry' dokarmiać ;)
My z mężem przypomnieliśmy sobie co nieco z naszych studiów ;)

Niestety wybór dnia świątecznego nie był zbyt trafny, bo do każdego eksponatu trzeba było odczekać dobrą chwilę, by móc zrobić zdjęcie, na którym nie będzie przypadkowych osób. Chociaż podejrzewam, że w każdy weekend jest tak takie obłożenie.

Po zwiedzaniu parku z dinozaurami przeszliśmy na część lunaparkową, z której w ramach biletu można było korzystać nieodpłatnie. Tutaj mała wyszalała się na zjeżdżalniach, w kulkach, zaliczyła jazdę ciuchcią, wodną strzelankę, aby całość zakończyć fochem z przytupem(czy też rzutem na ziemię) bo 'ja sce jesce laz' ;)


Czy poleciłabym park? Bardzo! Pod jednym warunkiem. Zabraniu swojego jedzenia.
Niestety cała gastronomia to fast-food. Hamburgery, hot dogi, frytki, pepsi itp. Zestaw dla dziecka to jakaś kpina...
Całe szczęście, że poczytałam wcześniej i pojechaliśmy ze swoimi babeczkami na słodko i ostro.
Skusiliśmy się na lody, które były bardzo smaczne :)

W każdym razie poszukując sposobu na spędzenie wolnego czasu z rodzinką polecam wybrać się do Zatoru. Świetna atrakcja dla wszystkich niezależnie od wieku.






Mooonik :)




środa, 13 sierpnia 2014

karny jeżyk...

... czyli o tym, dlaczego nie stosuję kar.

Każdy rodzic prędzej czy później spotka się z 'karnym jeżykiem'. Termin ten oznacza ni mniej ni więcej jak ukaranie dziecka za coś co zrobiło źle(nie po myśli rodzica) i posadzenie go na czymś co określa się jako 'karny jeżyk'. Może to być krzesełko w kącie, poduszka w pokoju, schody, albo jeszcze jakieś inne miejsce. Ma być to miejsce z założenia, gdzie dziecko ma czas przemyśleć swoje złe zachowanie, a po skończeniu kary przeprosić rodzica za to co zrobiło.
Tyle w teorii.

Jak w praktyce?

Ano w praktyce dziecko zostaje zostawione same ze sobą, nie radzące sobie ze swoimi emocjami, pozbawione jakiejkolwiek uwagi rodzica.

Czy naprawdę ma to szansę zadziałać?

Myślę. Ba! Jestem przekonana, że to nie działa.

Co możemy "zyskać" stosując karnego jeżyka?

Przede wszystkim brak zaufania ze strony dziecka. Dziecko pozostawione do wyciszenia zamiast myśleć nad swoim zachowaniem raczej jest rozgoryczone i wściekłe na rodzica. Czego uczy KJ? Że potrzeby dziecka nie są ważne, że ważniejsze aby rodzic miał spokój. Że miłość i akceptacja przez rodzica jest uzależniona od tego jak się dziecko zachowuje.

A przecież powinniśmy kochać dzieci niezależnie od tego co i jak robią. Prawda?


Jak to wygląda u nas?

Isia za dwa miesiące będzie miała 3 lata. Każdy kto ma w domu dziecko w podobnym wieku wie jak bardzo potraf ono zaleźć za skórę. Nasza córka nie jest wyjątkiem. Są dni kiedy ja mam ochotę skoczyć z mostu. Jeszcze dobrze oczu nie otworzy, a już zaczyna dzień wyciem bo- gumka z włosów nie zdjęta, bo owieczka zawinęła się pod kocyk, bo nie jest przykryta, bo ta fajniejsza piżamka jest w praniu.
Isia również potrafi wrzeszczeć, krzyczeć, rzucać się po ziemi. bo np. założyłam jej skarpetki, a ona chciała sama. Albo zrobi mi awanturę, bo to ona chciała zamknąć wodę w kranie po myciu rączek, albo zgasić światło w kuchni.
Niektóre, o ile nie większość z tych rzeczy to są przecież pierdoły, co nie? No jak można się wkurzać o to, że mama zamknęła wodę, a nie dziecko? No jak? Przecież to śmieszne.

A jednak dla dziecka ma to znaczenie.

Tak samo dzieje się gdy czegoś nie pozwalam. Siedzieć z nosem w telewizorze, bawić się nożem, ciągnąć psa za obrożę tak, że bidak się dusi. Ooo wtedy to potrafi mi córa pokazać jakim jest diabełkiem.

Czy za każdym tym razem powinnam sadzać ją na karnego jeżyka?

Nie.

Ja wybieram rozmowę. Wybieram tłumaczenie.Co z tego, że tłumaczę po raz pięćsetny, że nie może sama wyjmować noży z szuflady, jeśli będzie potrzeba powiem to i po raz tysięczny. A najczęściej wołam małą i proponuję wspólne wyciąganie noża. A nawet pozwalam jej coś pokroić. O!
Nie chce pozbierać zabawek? Siadam na podłodze tłumaczę, że był czas na zabawę teraz trzeba posprzątać bo... (np. jest wieczór i idziemy spać) i wspólnie zbieramy zabawki do pudełek.
Nie chce się ubierać? Niech chodzi na golasa.Albo sama wybierze co chce ubrać.
Ciągnie Muńka za obrożę? Zdejmuję mu ją.

Kiedy płacze, krzyczy, wrzeszczy ze złości pozwalam jej na to. Zazwyczaj siadam gdzieś z drugiej strony pokoju i mówię tylko, że w każdej chwili może przyjść się przytulić. Nie nagabuję, nie próbuję jej przekrzyczeć, nie tłumaczę nic w momencie histerii. Czekam na spokojniejszy moment.
Zawsze przychodzi. Wtula się z całej siły we mnie i się wycisza. A wtedy rozmawiamy. Nazywam jej emocje- że jest zła, rozczarowana, zasmucona itp. Tłumaczę dlaczego się tak dzieje. Ile z tego rozumie nie mam pojęcia. Za to cieszy mnie to, że przychodzi, że się mnie nie boi, nie unika. Ufa mi, a ja staram się pracować na to zaufanie. Chciałabym, żeby wiedziała że zawsze może do mnie przyjść. Nawet wtedy kiedy jestem na nią zła. Bo bywa, że jestem. Oczywiście, że tak.(np. jak pocięła mi firankę,jak wywaliła wiaderko piachu na świeżo odkurzony dywan).


Żeby wszystko było jasne - nie wychowuję Isi 'bezstresowo' cokolwiek by to miało znaczyć. Pozwalam córce na bardzo dużo, ale też jasno stawiam granicę między tym co może, a czego nie. Mała ponosi konsekwencje swoich zachowań - nabrudziłaś? to posprzątasz. Wylałaś wodę na dywan- przyniesiesz ścierkę i będziesz wycierać. Nie chcesz odsunąć się od tv? Po kolejnym ostrzeżeniu wyłączam tv i nie uginam się pod wpływem okropnych płaczów małej. Itp.
Ktoś powie, że mam łatwo, że mam wyjątkowo grzeczne dziecko, że tak szybko rozumie czy coś. A może dzieje się tak dlatego, że robię tak odkąd mniej więcej skończyła rok? I że to przynosi efekty?

Wychowanie to ciężkie zadanie.
Potrzeba ciągłej pracy i chęci, aby wskazywać małych ludziom jak mają żyć. Ale przede wszystkim to praca nad sobą. Chcemy dawać dziecku dobry przykład, zacznijmy od siebie. Czego nauczy się dziecko, które jest karane, któremu daje się klapsy?

Karny jeżyk też boli. Tylko psychicznie.



Mooonik.







środa, 30 lipca 2014

milion pytań do...

...mamy


dlacego słońce świeci
dlacego idą chmury
dlacego pada deszcz
dlacego psestał padać deszcz
dlacego jestem chora
dlacego nie mogę siedzieć na moklym piachu
dlacego muniek posedł na dłól
dlacego idzies siku
dlacego tata pojechał do placy
dlacego jest buza (burza)
dlacego idziemy do sklepu
dlacego mleko się skońcyło
dlacego mnie uglyzł komal
dlacego jemy obiad
dlacego jestem glodna
dlacego chlopcyk płace
dlacego go boli palusek
dlacego on ma samochód
dlacego deszcz jest mokly
dlacego woda leci
dlacego wieje wiatr
dlacego zepsułam butelke
dlacego zjadłam ten chlebek
dlacego lobie kupke
dlacego dziewcynka jedzie w łózecku (wózeczku) psecies jest duza
dlacego...
dlacego..
mamo dlacego...


jaki to jest kolol? czerwony. a dlacego?

co to jest? mucha/stolik/jabłko/śliwka/kwiatek/itp. a jaka/i?

gdzie mieszkają klowy/konie/tyglysy/kanguly/zebly/kokodyle/słonie/muchy/ptaszki/salenki/komaly/zaby/bazanty/slimaki/ i inne zwierzaki

a co ją(jedzą) klowy/konie/tyglysy/kanguly/zebly/kokodyle/słonie/muchy/ptaszki/salenki/komaly/zaby/bazanty/slimaki/ i inne zwierzaki


Odkąd otworzy oczy z rana i dopóki nie zamknie ich na noc.
Buzia się nie zamyka. Pytanie goni pytanie.
Pora zacząć czytać encyklopedie... ;)


Mooonik :)


p.s. dopadła nas infekcja kataralna jak to zapisał nam w książeczce doktor, ja bym jednak nazwała ją 'kaszlową'. Tak mi Isia chyrla, że masakra.
To jej pierwszy kaszel tak w ogóle, nie spodziewałam się, że dzieci mogą tak mocno kaszleć...
Kurujemy się domowymi sposobami, czosnek, miód, cytryna, syrop z bzu. Na szczęście nie ma gorączki więc można wyjść na dwór.
Utrzymać prawie 3latkę w domu jak jest ładna pogoda? Jak za oknem czeka piaskownica? Mission impossible ;)



środa, 23 lipca 2014

jak uszczęśliwić dziecko?










W zeszły weekend jechaliśmy do mojej rodzinki na kolejne wesele. Przed wyjazdem zadzwoniłam do taty z pytaniem czy nie miałby skąd "załatwić" żółtego piachu do piaskownicy.
 Poprosiłam o sam piach, a dostaliśmy całą piaskownicę :)
Zdolny dziadek z pomocą wujka to skarby!

Dziękujemy!

Tym samym od rana do wieczora Isia siedzi w piachu, robi babki, przesypuje, gotuje ( wypiłam już niezliczoną ilość kaw, herbatek i zupek!) a po przebudzeniu pierwsze co, to sprawdza czy piaskownica stoi ;)


Mooonik :)



wtorek, 15 lipca 2014

Pierwsza wizyta u dentysty


Dziś Isia zaliczyła pierwszą wizytę u dentysty.

Od kilku dni przygotowywałam ją na tę wizytę. Pokazałam filmik  na YT, w lusterku ćwiczyłyśmy otwieranie buzi i liczenie ząbków.Tak samo na różnych zwierzakach sprawdzałyśmy ile i jakie mają zęby(głównie na naszym psie ;) ) Chciałam, żeby Isia się nie bała, żeby sam fakt takiej wizyty przyjęła jako coś oczywistego, i żeby nie kojarzyła z czymś przykrym i niemiłym. Opowiadałam i pokazywałam na filmie jak wygląda fotel, jakie pani doktor ma narzędzia i różne tym podobne rzeczy. W efekcie kiedy zajechałyśmy na miejsce nie mogła się doczekać aż wejdziemy do gabinetu i ciągle dopytywała kiedy będzie jej kolej ;)

A jak przebiegała nasza wizyta?

Pani stomatolog na początku pokazała Isi fotel, później poprosiła ją o wejście na niego, co mała bardzo chętnie uczyniła. Dostała do ręki smoka wawelskiego z wstawioną szczęką, który służył do liczenia ząbków, a do drugiej ręki dostała lustereczko. Po przeliczeniu smokowych zębów, Isia została poproszona o pokazanie swoich. Nie od razu się zgodziła, ale za chwilę szeroko otworzyła buzię i można było łatwo, i dokładnie obejrzeć wszystkie białe kiełki.

Białe i przede wszystkim zdrowe! Juuuuuuuuuupi!

Dostałyśmy pochwałę za dbanie o zęby, za picie wody, unikanie słodyczy i itp. Zostałam poinstruowana jak myć  4ki i 5ki ze względu na to, że rosną bardzo ciasno i wypytałam o wszystko co mnie niepokoiło.
A na koniec usłyszałam, że jesteśmy rzadkością  - znaczy Isiowe ząbki i moje podejście do dbania o nie. Ależ byłam dumna!

Nawet nie wiecie jak mi ulżyło :D Denerwowałam się tą wizytą bardziej niż jak sama mam iść do dentysty ;)
A wszystko dlatego, że wizyta chociaż planowana to zawsze była jednak 'na kiedyś' . I tak z miesiąca na miesiąc się odwlekało. Aż tu nagle pewnego popołudnia prawie zeszłam na zawał widząc zęby Isi sino-szaro-fioletowe :O Natychmiastowe mycie nie pomogło, zęby były dalej lekko szaro-sine, a w głowie od razu czarne myśli.
W te pędy otworzyłam wujka google i zapytałam o najbliższego dentystę dziecięcego. Właściwie to zadzwoniłam pod pierwszy adres, który wyskoczył mi w przeglądarce. Jak się okazało dziś - strzał w dziesiątkę. Bardzo sympatyczna pani doktor, bardzo przyjemny gabinet, poczekalnia z zabawkami i świetne podejście do dzieci. Chciałam wizytę jak najszybciej jednak ze względu na to, że mogliśmy tylko w godzinach późnopopołudniowych to czekaliśmy tydzień.


Ile ja paznokci zjadłam przez ten tydzień...


A sino-szaro-fioletowe zęby okazały się być 'zafarbowane' od dżemu jagodowo-śliwkowego.

Odkryłam to któregoś kolejnego dnia, kiedy mała po zjedzeniu kanapki z wyżej wspomnianym dżemem się do mnie szeroko uśmiechnęła...


A Wy zaliczyliście już pierwszą wizytę z maluchami u dentysty?



Mooonik :)



poniedziałek, 7 lipca 2014

co u nas?

Cicho tu.
Wiem.
Jednak przyznaję szczerze, że nie mam bardzo czasu usiąść spokojnie i coś napisać. Jestem typem człowieka poukładanego, zaplanowanego i uporządkowanego do granic. Nie znajdziesz u mnie spontana, wszystko jest dokładnie przemyślane. Dlatego dawno nic nie pisałam. Córa weszła w etap 'a dlacego' o czym wspomniałam poprzednim razem. I calutki dzień jestem skazana na odpowiadanie na coraz to dociekliwsze pytania. Np.: 'a dlacego konik morski nazywa się morski, skoro bardziej podobny jest do dinozałra, dlacego mamusiu? ' No. Wiecie może dlaczego? ;)

Niektóre pytania brzmią wręcz śmiesznie patrząc z perspektywy dorosłego. Tak jak dziś wieczorem, ja kąpałam Isię, a mąż kończył przy balkonie poprawiać fugę. I Isia woła tatę, czy już idzie do niej. Odpowiadam, że za chwilę przyjdzie, żeby się nie martwiła. No co Isia pełna powagi pyta 'a dlacego nie mam martwić się?' No. Dlacego?  ;)

Poza tym sobie jeździmy na rowerze, zwiedzamy okolicę i oddajemy leniuchowaniu na kocykach. Fajnie tak móc wyjść przed dom, rozłożyć koc i leżeć, podziwiać chmury i obserwować jak zmieniają się ich kształty - o pac mamusiu tamta wygląda jak muniek, o a ta jak jabko, a następna jak słonik.
Isia dalej snuje plany co będzie gdy. Tylko teraz skupia się nad tym co będzie gdy zostanie zwierzakiem. I np. ostatnio na topie są bociany
'A gdy będę bocianem to będę latać na niebie tak łysoko, łysoko!'

W zależności od tego jaką książkę czytamy/ogladamy to Isia może być - tyglysem, kacką, żabą, misiem, koniem, psem, rybą - a jak będę lyba to będę pływać w rzece tak bęboko!

Trwa fascynacja dinozaurami i stworami morskimi - wieloryby, foki, koniki morskie, żółwie i ryby ciągle w centrum uwagi. Tak jak książka o zwierzętach - 'świat zwierząt' przeznaczona dla dzieci w wieku 7-12lat ;)

No i dalej trwamy w fazach buntu. Nie wiem czy to jeszcze 2latka czy już 3latka. W każdym razie są dni, że mam ochotę wysłać dziecię w kosmos. Niestety nie stać mnie na bilet lotniczy więc przywdziewam na twarz kolejny uśmiech i awanturę o obrane jabłko(bo miało być ze skórką!) puszczam w niepamięć ;)

Poza tym w weekend podjęliśmy pewną decyzję z mężem. Jednak póki co nic nie zdradzę, a proszę o kciuki. Za jakiś czas na pewno opowiem o co chodzi.


Na koniec zostawię Was z dwiema scenkami.



***

Wczorajszy wieczór. Zmywam naczynia, Isia bawi się w samolot sitkiem do mielenia mięsa.
Co i rusz proszę, żeby to zostawiła, bo nie służy do zabawy, albo spadnie na podłogę itp. itd.
Niedługo czekałam, sitko spadło prosto na dużego palucha. Krzyk, płacz i zawodzenie. Od razu wyszedł siniak. Całowanie i tulenie. Kiedy Isia przestała płakać mówię, ze prosiłam ją wcześniej o zostawienie sitka, a że mnie nie posłuchała to ma teraz nauczkę. Na co mi córa wystawia rękę(tak jak wtedy gdy coś dostaje) i pyta " no gdzie, gdzie mam tą naucke?"  Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia z mężem po czym oboje wpadliśmy w śmiech :D




***

jedna z typowych rozmów ostatnio

 a dlacego te bańki stoją w łazience?
 bo je myłam.
a dlacego je myłaś?
bo się ubrudziły na dworze
a dlacego się ubrudziły?
bo się piana wylała i były całe uklejone
a dlacego sie piana wylała?
hmm bo się jej za dużo zrobiło
a dlacego za dużo?
bo za bardzo potrząsałaś
a dlacego za bardzo potrząsałam?
yyyyy nie wiem córko dlaczego
a dlacego nie wiesz?


lol :D




życząc miłego wieczoru




Mooonik :)



niedziela, 22 czerwca 2014

mądrala

Ostatni tydzień spędzaliśmy na długoweekendowaniu u moich rodziców. W związku z tym Isia do usypiania wołała tylko i wyłącznie babcię.
Któregoś wieczoru kiedy za długo się kręciła, przestawiała z miejsca na miejsce moja mama zaproponowała Isi
- daj babci rączkę, potrzymam cię
Na co Isia odpowiedziała
- nie jesteśmy na ulicy! 

Babcia zaliczyła zonka :D



A poza tym mała zaczęła etap 'a dlaczego?' i 'czemu?'  Póki co spokojnie, 2-3 powtórzenia 'a dlaczego' i jest spokój, ale podejrzewam, że to dobre złego początki ;) 


Mooonik :)



piątek, 16 maja 2014

5sekund

Jak wyprowadzić matkę z równowagi w 5s?
-pociąć nożyczkami firankę



Jak rozczulić matkę w 5s?
- po pocięciu firanki przytulić i powiedzieć 'kocham cię mamusiu' *

by Isia ;)


Mooonik :)


* owszem byłam wściekła jak chyba nigdy przedtem, ale to wyznanie mnie po prostu powaliło ;)


poniedziałek, 5 maja 2014

jesteś związana mamo

..czyli kolejne Isiowe mądrości


*
przed ćwiczeniami związałam włosy w kitkę
Isia do mnie - "o, jesteś związana mamo "
:D

*
w sobotę 3 maja, kiedy sklepy były pozamykane.
Isiek się ubrała (po swojemu :D) i przyszła do nas mówiąc - "idę do sklepu, nie do placy, tylko sklepu"
mówię, że dziś sklepy pozamykane, bo jest święto itp.
Na to Isiek:
"weźmiemy kamień'"
ja i mężowy - o-OOO
wychodząc z szoku dopytuję, czy na pewno kamień i po co go zabrać
na co Isia tak:
"weźmiemy kamień i ochorzymy* sklep, żeby kupić ciasteczko i mleko i serek i peppę (gazetkę)"

No chuligan rośnie jak nic.

zastanawia mnie skąd motyw otwierania drzwi kamieniem??

*ochorzymy - otworzymy


*
po załatwieniu "dwójki" podziw Iśki nad poczynionym dziełem

"oo ładna kupka, piękna, super gybek, taki duży gybek"


*

po kąpaniu  przebraniu w piżamkę Isia  przychodzi do mnie,daje mi buziaka na dobranoc i mówimy sobie 'kocham cię'. Taki przedspaniowy zwyczaj nasz.
Któregoś wieczoru po buziaku i wyznaniu miłości Isia dopowiedziała jeszcze "ładna jesteś mamusiu, podobasz mi się"  
:D




miłego wieczoru

Mooonik :)






niedziela, 27 kwietnia 2014

takie sytuacje

1. ranek.

Ubieram się, zakładam stanik, Isia gdzieś w pokoju. Podchodzi do mnie i mówi tak
- oooo masz cycuszki. Duże masz cycuszki. Wieeeeelkie masz cycuszki mamusiu!


ooopadły mi te cycuszki z wrażenia :D

2. niedzielne popołudnie

tzw. leżakowanie popołudniowe. Isia wskakuje to na mnie to na męża, wszystko po to, żeby ostatecznie wylądować między nami.
Pełna powagi pyta:
- co lobicie mamo i tato?
M: leżymy sobie. A Ty co robisz?
I: leże też

ja trochę śmiechem, trochę w żartach zaczęłam nucić " leże, leże uwaliłem się jak zwierze" (znacie to co nie?:D)
na co z wielkim oburzeniem Isia
- Nie jestem zwierze!


3. kościół, Komunia Św.

idziemy w kolejce do przyjęcia Komunii, trzymam Isię na rękach, bo za ciasno i za dużo ludzi. Organista śpiewa Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Isia powtarza "całego siata"  przez cały czas trwania modlitwy.
Kiedy organista kończy, mała postanawia kontynuować i zaczyna śpiewać "sto lat, sto lat, niech żyje nam"
Miny osób wokół nas - wiecie jakie :D



Mooonik :)



sobota, 29 marca 2014

bez przesady mamusiu ;)



Mąż robi naleśniki, pyta czy poprzednie mleko się skończyło. Zanim ja zdążyłam odpowiedzieć Isia  już mówi:  "nie ma, niestety" :D


*******************

Idziemy do sklepu między innymi po jaja. Po drodze mijamy pieska, kotka, kury, mostek na rzece, wszyscy zostają poinformowani przez Isię, że "końcyły się jaja, idziemy do sklepu kupić"
Tuż przed sklepem mijamy księdza. "szczęść Boże"- "szczęść Boże" 

- K(żartując) ze szkoły już wracacie?
Ja się uśmiechnęłam, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć do akcji wkroczyła Isia 

- I: nie, nie ze skoły, po jajka idziemy do sklepu, bo końcyły się. Mamusia pastet lobi.
 Ksiądz w śmiech ;)

*******************

Wygłupiamy się, przedrzeźniam małą naśladując jej udawane ryki lwa. Za którymś razem Isiek poważnym tonem do mnie " bez psesady mamusiu, bez psesady!" 

*******************

Dziś spacerując po lesie natknęliśmy się na motocyklistę.
I: oooo motolek, motolek! 
T: tak, tak to motor.
I: nie mamy motolka ojej, pojedziemy do sklepu kupić. Jutlo.
M: a po co Ci kupimy ten motorek, będziesz na nim jeździć?
I: tak, tak 

T: a dokąd?
I: do placy!
M: oo do pracy? a co będziesz robić w tej pracy?
I: placować! 


logiczne co nie? ;) 

(I- Isia, M- mama, T- tata)




Mooonik :) 





czwartek, 27 marca 2014

dowartościowana



"moja ulubiona mamusiu kocham cię" powiedziała mi rano, przytulając się jeszcze w łóżku Isia,
a następnie cały dzień mi powtarzała " ładna jesteś mamusiu"
:)))

I nawet pobudka o 7 rano nie była taka zła ;)








Mooonik :)


piątek, 7 marca 2014

pobudka w stylu Isi







Isia budzi się pierwsza. Zawsze hehe. Najczęściej koło 8 więc nie narzekam ;)

Pierwsze słowa po przebudzeniu - 'mamusiu, stawajemy, soneczko sieci, mleczko cem'.
Z ciężkością otwieram oczy i mówię 'już, już chwileczka idę ci zagrzać mleczko'
Kiedy 'chwileczka' mija, mała zaczyna się niecierpliwić więc wchodzi na mnie żeby ' pytulić mamusię'
Jak przytulanki się skończą  ja znowu odpowiadam że ' już, już chwileczkę zaraz wstanę'.
No, ale 'chwileczka'  znowu mija i Isia coraz bardziej się domaga mleczka. Tym razem próbuje mnie dobudzić buziakami. I wchodzi mi na głowę i całuje. Wszędzie. Po włosach, czole, uszach, policzkach, nosie. No wszędzie.
Moje powieki jednak nie dają za wygraną i dalej opadają ciężko ;)

Wtedy Isia traci cierpliwość i zaczyna skakać po łóżku jak na trampolinie krzycząc 'kocham cie, kocham cię, kocham cię, mamusiu kocham cię'
I krzyczy tak dopóki nie przejdę z pozycji leżącej do siedzącej i pomału nie zwlekę się z łóżka, żeby zagrzać upragnione mleczko ;)

A kiedy mleko jest wypite przychodzi i mówi - 'mmmm pyszne było, mamusiu, dziekuje'

I tak zaczynamy każdy dzień.
Fajnie prawda? ;)


Mooonik :)



sobota, 22 lutego 2014

bardzo produktywny dzień

Mąż wraca z pracy, je obiad i pyta Isiulę co dziś robiła.

I. - kupkę!
T. - mmmmmm, a coś jeszcze robiłaś fajnego?
I. - tak! siku! dła lazy *!

Tata w śmiech, chyba nie wytrzymał powagi sytuacji ;)

Wychodzi na to, że nic poza załatwianiem potrzeb fizjologicznych nie robimy przez cały dzień ;)



*dwa razy


Mooonik :)


sobota, 1 lutego 2014

tekstowo



- Mamusiu daj mi pomalynke! pokazując na pomarańcze
- To jest pomarańcza. Pomarańcze są duże, a małe są mandarynki.
- Nie! Pomalynka!

****************************

Isia czyta  sama "Lokomotywę"

'ciepła, gorąca, uff, cuda cuda ogłaszają w kościele, tusta ojiwa, simak dam ci sera na jedzonko'

***************************

Przy stole, po jedzeniu się małej odbiło.
Isia :  bekłam
dodając za chwilę: ziajtowałam  :D

***************************

'ihaha begnij koniku ihaha!' jak ciągnęłam małą na sankach

**************************

'tatusiu nie masz bucików' - przy szykowaniu się na spacer, mąż był już ubrany w kurtkę, czapkę itp

 **************************

W zabawie mąż łapie małą nad głową, przekłada na plecy, opuszcza ją na dół,  młoda puściła bąka.
P. zaczął się śmiać i mówi 'a kto tego pierdziocha mi tu puścił?' 
 'kasnoludki' odpowiada ze śmiechem Isiek

**************************

'mamusiu, mamusiu' z krzykiem woła mnie Isia z drugiego pokoju. Biegnę lecę, co się okazało -trzeba założyć skarpetki. Pytam się czemu tata nie może - 'nie umie' :D

***************************

'o jejku jejku uwaga' - na sankach jak zaczęła się przechylać w jedna stronę, po czym jak się te sanki przewróciły, ona zaryła nosem w śnieg zawołała - 'jeszcze raz, jeszcze raz!'





Mooonik :)



czwartek, 30 stycznia 2014

rybka

Poszłam siku.
Wracam do pokoju, widzę Isię z kredką przy ścianie.
M: "co tu się stało?"
I: 'pomalowałam'
M: "no to ja widzę, ale co pomalowałaś?"(chodziło mi o ścianę)

I: 'lybke'





no rybka jak talala ;)




Mooonik :)